wypieki

Słodkości i opowieści

Jestem strasznym łasuchem. W ciągu roku staram się mocno pilnować wagi i diety, ale są takie chwile, gdy nie potrafię się oprzeć pokusie. Zwykle dzieje się tak w okresie świąt. Dlatego z niecierpliwością czekam na Wielkanoc, gdy będę mógł sobie odrobinę pofolgować. Na stół wjadą przecież na pewno różne pyszne wypieki, a zresztą nie tylko one. Jako dziecko nie kochałem zwyczaju rodzinnego biesiadowania. Wydawało mi się to potwornie nudne. Trwające godzinami posiedzenie przy stole, gdzie dorośli wymieniali się anegdotami z całego życia, było strasznie nużące. Jednak z wiekiem perspektywa się zmienia i takie rodzinne siedzenie wydaje mi się dużo atrakcyjniejsze.

wypieki

Oczywiście dochodzi tutaj również aspekt alkoholowy, ale jeśli jadę na świętowanie samochodem, to nie zaglądam do kieliszka. I bez tego jest całkiem ciekawie. W końcu to jedna z niewielu okazji, gdzie można spotkać większość rodziny, w tym jej najstarszych przedstawicieli. A przecież nie wiadomo, jak długo jeszcze przyjdzie im pobyć na tym świecie. Dlatego trzeba wyciągać i zapamiętywać rodzinne historie i anegdoty. To one stanowią o tym kim jesteśmy. Dopiero gdy brakuje tych osób zdajemy sobie sprawę, że zabrali ze sobą część świata, której już nigdy nie odzyskamy.

Świąteczny stół zawsze powinien uginać się od potraw. Dla mnie najbardziej interesujące są ciasta. Od wujkowego sernika, który wprost rozpływa się w ustach, przez babciny makowiec, w którym ciasta jest dużo mniej niż ociekającej bakaliami masy makowej, po ciociny mazurek, który zawsze jest potwornie słodki, za to cudnie udekorowany. Te słodkości, wraz z opowieściami, stanowią o wyjątkowości rodzinnych spotkań świątecznych. Za nic bym tego nie oddał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.