światła

Ruszanie spod świateł

Nie przestanę chyba nigdy narzekać na korki. To generalnie nasza przypadłość narodowa, takie narzekanie na wszystko, a już szczególnie na zachowania innych. Nie dostrzegamy belki w swym oku, a drzazgę widzimy u bliźniego, że tak sparafrazuję lekko wiadome pismo. Jestem boleśnie świadom, że każdemu zdarza się popełniać błędy. Nie jestem tu wyjątkiem, ale staram się poprawiać swoją jazdę, zwracać większą uwagę na znaki i myśleć za kółkiem. Bywają jednak dni, gdy mam wrażenie, że jestem wyjątkiem. Weźmy nagminną sytuację z przejazdów do pracy. Ruszanie spod świateł. Zapala się światło zielone i kierowca przede mną zamiast ruszać szuka dźwigni zmiany biegów. W końcu rusza, ale tak powoli, że tylko cudem udaje mi się pokonać skrzyżowanie przed kolejną zmianą świateł.

światła

Potem jest nie lepiej, bo rozpędza się powoli, statecznie, jakby nie mógł. A akurat droga, którą jedziemy ma dwa pasy i ograniczenie prędkości do 80 km/h. Decyduję się zatem wyprzedzić zawalidrogę. Włączam kierunkowskaz, sprawdzam, że nikogo nie przyblokuję i zmieniam pas. Dodaję gazu, a w tym momencie w powolnym dotąd kierowcy budzi się demon. „Jak to? Mnie wyprzedza? O ty wąsaty wuju”. I nagle wydusza ze swojego samochodu całą moc, byle tylko nie dać się wyprzedzić. Ponieważ nie lubię przekraczać dopuszczalnej prędkości, to odpuszczam i chowam się za niego. Wtedy znów zwalnia i pyrka poniżej limitu.

Sytuacja powtarza się praktycznie na każdym skrzyżowaniu. Można dostać szału i nie dziwię się, że wielu kierowcom puszczają nerwy, gdy widzą takie zachowanie. Ja staram się zachować spokój. W końcu jeśli dojadę do pracy pięć minut później to świat się nie zawali.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.