Paliwo moje drogie

Muszę przyznać, że ceny paliw w ostatnim czasie przyprawiają mnie o ból głowy. Jeśli jeszcze trochę pójdą do góry, to rzeczywiście zacznę się zastanawiać czy jeździć do pracy rowerem, albo nie daj boże komunikacją miejską. Oczywiście, gdy poruszany jest temat cen paliw, zaczynamy się zastanawiać, co tak naprawdę się na nie składa. Okazuje się, że ilość podatków i różnorodnych opłat przekracza często połowę ceny jednego litra benzyny czy oleju napędowego. Jednak nie wydaje mi się, aby postulowane przez różnych populistów rozwiązania mające na celu ograniczenie podatków paliwowych zmieniłyby znacząco ceny. Wszystko dlatego, że rynek paliw nie istnieje w próżni i tam gdzie pojawi się okazja do zysku, tam na pewno pojawią się chętni.

Ciekawie tłumaczył to Andreas Eschbach w swoich apokaliptycznych książkach dotyczących końca paliw kopalnych. Nawet jeśli rząd zmniejszy podatki na paliwa, to koncerny natychmiast podniosą ceny, bo zobaczą, że jest miejsce na zarobek. Owszem, dla użytkownika końcowego cena może spaść nawet o 1/4, ale efekt będzie taki, że mniej pieniędzy trafi do kasy państwa, a tym samym mniej zostanie przeznaczonych na infrastrukturę drogową, z której korzystamy wszyscy. Gdzieś to wszystko trzeba będzie sobie odbić i nagle okaże się, że za przejazd wszystkimi drogami płacą nie tylko samochody ciężarowe, ale i osobówki.

Głównym beneficjentem obniżek podatków na paliwa okażą się z pewnością koncerny paliwowe, którym i tak nie brakuje środków. Jakoś nie wierzę, że nie skorzystałyby z okazji do dodatkowego zarobku. W końcu ceny paliw osiągną taki pułap, że naprawdę przesiądziemy się na rowery.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.